09 maja – piękna pogoda, od rana świeciło słoneczko, dodając nam otuchy, że i w dniu dogtrekkingu tak będzie… tak, marzenia też piękna rzecz.

Los najwyraźniej lubi być przewrotny i ma sarkastycznie poczucie humoru, gdyż już w piątek pojawiły się pierwsze problemy – pierwsze kłody pod nogi. Nasza koleżanka, która miała przyjechać aż z Bydgoszczy i zabrać po drodze Kasię Pisarską… miała wypadek samochodowy. Ulga, że dla niej niegroźny, ale niestety samochód musiał zostać zabrany do warsztatu. Łapiemy więc za telefony, uruchamiamy wszystkie możliwe kontakty. W końcu na pomoc, niczym rycerz w lśniącej zbroi i na białym rumaku, przybył Pan Damian z Nakarm Pupila, organizując błyskawicznie dla Kasi transport.

Uff. No to teraz już chyba nic się nie stanie i możemy iść spać spokojnie. Pogodę na jutro przecież mamy już zaklepaną: nie za ciepło, nie za zimno tak w sam raz. Chłopcy pognali jeszcze na trasę rozwiesić punkty kontrolne, pakiety startowe i cały organizacyjny dobytek spakowany, wszystkim dopisuje dobry humor…

 Jak mówiłyśmy – marzenia też piękna rzecz.

10 maja – pobudka 5:30 – otwieramy oczy i… o zgrozo! Takiego scenariuszu pogody nie zapowiadały żadne prognozy w wertowanych przez nas od tygodnia portalach. Za oknem było szaro, buro… i padało. Pierwsza myśl była przygnębiająca: kto zechce przyjść na dogtrekking w taką pogodę. To ma być przecież zabawa, przyjemna wyprawa z psem po górach, a nie brodzenie w błocie i na deszczu.

No ale cóż, słowo się rzekło, to trzeba go dotrzymać. Podłamani, spakowaliśmy wszystko do samochodów i ruszamy… w deszczu.

Kiedy dojechaliśmy pod Ośrodek rekreacyjno-Narciarski na Dębowcu, prace przygotowawcze już powoli ruszyły. Panowie z BBOSiR zaczęli już zwozić sprzęt: namioty, stoliki, krzesła i ławki i razem z naszymi chłopakami zabrali się do rozstawiania wszystkiego. Omówiliśmy jeszcze raz po prędce plan działania, kto, gdzie i co robi… i do dzieła!

Dominika pognała do jednego z naszych sponsorów, Piekarni Lisak, po świeże drożdżówkii "na bufet", a my zabraliśmy się za rozpakowywanie naszego dobytku. A było go sporo. Naprawdę sporo. Skrzynki, skrzyneczki, torby, sprzęt… tak, każdy z nas zabrał ze sobą to, co do tej pory przechowywał w domu, więc nie wyglądało to groźnie. Ale teraz, zgromadzone w jednym miejscu… jakoś dziwnie się rozrosło… i teraz trzeba to było rozpakować J

Ale przecież w tym mamy już wprawę, to nie pierwsza nasza impreza, więc dziarsko zabraliśmy się do pracy.

Zasada nr 1 – nie zapomnij opisać co jest w każdej skrzynce… złamana.

Zasada nr 2 – nie stresuj się, kiedy nie możesz niczego znaleźć… dobrze się mówi.

Ale nie taki bałagan straszny jak go opisują, daliśmy radę, chociaż pierwsi zawodnicy zaczynali się już pojawiać na horyzoncie, ochoczo maszerując ze swoimi psiakami w naszą stronę… a tu jeszcze praca wre.

I znowu zaczęło padać. To, co nie było pod namiotami, szybko było pod nie chowane lub zakrywane folią. Na szczęście deszcz szybko minął i niebo zaczęło robić się błękitne, a słońce zerkało na nas ukradkiem zza chmur. Może to dlatego, że zobaczyło nasz zapał i humory dopisujące zawodnikom, więc szybko wyszło z ukrycia. Deszczowe chmury pognały gdzieś daleko, poza nasz rewir… a wraz z nimi część naszego dobytku i dziewczyny w kierunku Szyndzielni, aby tam rozłożyć dla Was bufet.

Jako pierwszy pojawił się nasz główny sponsor, czyli Pan Damian z „Nakarm pupila” z uśmiechem od ucha do ucha. I nie ma się czemu dziwić, bo po dwóch latach wspierania tyskiego dogtrekkingu, wreszcie doczekał się także tej imprezy w swoim rodzinnym mieście… czyli Bielsku. I żeby nikt tutaj nie pomyślał, że skoro to główny sponsor, to nic nie robi. O nie, Pan Damian także zabrał się do pomocy naszym chłopcom przy rozpakowywaniu całego kramu.

Wreszcie zaczęła się odprawa – jak zwykle mały chaos, ale to norma, już przywykliśmy. Robisz swoje i jednocześnie kilka innych rzeczy. Najpierw odprawa u weterynarza, a potem biuro zawodów i na końcu pakiet startowy wraz z mapą.

Pojawiła się także nasza urocza konferansjerka z Radio Bielsko Agnieszka Wykręt by umilić oczekującym czas pomiędzy odprawą, a startem.

W końcu nadszedł czas na start MID-u. Grzesiek, czyli nasz sędzia główny, który dzielnie piastuje tą funkcję od początku naszej przygody z dogtrekkingami i rządzący twardą ręką (i dobrze, ktoś musi trzymać to wszystko w ryzach), zaczął tłumaczyć zawodnikom mapę… a w biurze wciąż są jeszcze osoby startujące na trasie MID! Włączamy więc szósty bieg, aby zdążyli wystartować z pozostałymi.

I poszli! Ruszyli żwawo cała hordą na podbój bielskich szlaków… i już na początku pod górkę… dosłownie J

A na dole prace wciąż wrą. Trzeba jeszcze do końca odprawić MINI.

W międzyczasie pojawiły się ekipy ze schronisk: z Bielska, Rudy i z Zabrza, maszerując ochoczo między zawodnikami. Mogliśmy się tylko domyślać, jakie to było niesamowite przeżycie dla tych psiaków. Wyjść zza krat na tak duży teren i pomiędzy tylu ludzi z tyloma psami. Jaka frajdą musiało być dla nich wyjście na tak długi spacer. Bo przecież przy tylu psiakach wolontariusze nie mogą pozwolić sobie na to, by każdego czworonoga wyprowadzać na godzinny spacer – jest to dla nich fizycznie niemożliwe. Wybrali więc te najsprawniejsze, którym mogli poświęcić więcej czasu i przygotować je chociaż trochę do dogtrekkingu.

I dali radę. Zarówno psiaki jak i ich opiekunowie. A jeden z nich stanął nawet na podium. I jest to już chyba tradycja naszych dogtrekingów, że Darek z Zabrzańskiego Psitula i jego podopieczny – tym razem piękny Snow – zdobywają puchar. Mamy także nadzieję, że tradycji stanie się zadość także w innej kwestii i Snow, tak samo jak wcześniej Malwinka i Drako, także szybko znajdzie nowy dom.

Wreszcie ruszyła także, znacznie liczniejsza grupa na trasę MINI – tym razem było to ok. 14 km… o ile nikt nie pobłądzi, bo wtedy wychodzi nieco więcej ;)

Chwila wytchnienia… ale nie dla nas. Podczas gdy gościom czas umilały pokazy psów ratowniczych i zaprzęgowych, występ grupy Psi Odlot oraz opowieści Agnieszki Wykręt i Kasi Pisarskiej, które zachęcały także pozostałe na miejscu osoby do wypowiedzi do mikrofonu,  my podliczaliśmy listę zawodników i szykowaliśmy się do drugiego etapu: powrotu.

Czas mijał szybko. Energii dodawały nam pyszne kanapki oraz kawa z firmy IdeaCofee, i zanim się zorientowaliśmy, z tras zaczęli wracać pierwsi zawodnicy. Praca ruszyła cała para na nowo. Sędziowie spisywali czasy. A biuro zawodów wprowadzało je do komputera… A czas nas gonił, gdyż powracających zawodników przybywało. Podczas gdy Wy raczyliście się smaczną grochówka lub żurkiem, my w pośpiechu szykowaliśmy dla Was dyplomy.

Pojawił się także mały stres: nie wszyscy jeszcze wrócili z trasy. I tutaj pomocne były numery telefonów, o które prosiliśmy Was podczas rejestracji. To właśnie na takie wypadki są one konieczne podczas zgłaszania się na różne tego typu imprezy. Podczas gdy Julia dzwoniła do naszych zgub, reszta kończyła wypisywanie dyplomów.

I w końcu nadszedł kulminacyjny moment: dekoracja. Tradycyjnie rozpoczęło się od wręczania dyplomów tym, którzy egzekwo zajęli 4 miejsce, a kończyło na uhonorowaniu najszybszej trójki w każdej z kategorii. Były także nagrody dla najszybszych adopcyjniaków oraz małe losowanie nagród wśród cierpliwych, którzy pozostali z nami do końca. Mogli oni otrzymać wspaniałe smycze i obroże z firmy Rower-Land czy książki z Wydawnictwa KATEDRA pt. „Pies też człowiek” a także nagrody z firm Biosante i Furkidz.

A po wszystkim…. A po wszystkim, kiedy ostatni zawodnicy odjechali do domu, a my pakowaliśmy cały nasz dobytek, pojawiły się dwie nasze ostatnie "zguby": urocze dziewczyny, Weronika i Kasia wraz ze swoimi psiakami, które pomimo faktu, że dotarły ostatnie (z powodu małej kontuzji na trasie), nie straciły dobrego humoru. I TO SIĘ NAZYWA DUCH WALKI!!

Oczywiście dyplom musiał być obowiązkowo a na dokładkę malutki upominek na pocieszenie za hard ducha.

Pozdrawiamy Was dziewczyny gorąco i życzymy szybkiego powrotu do zdrowia.

Tak oto wyglądał cały dzień z punktu widzenia organizatora ;)

Mamy nadzieję, że wybaczycie nam wszystkie nasze niedociągnięcia i że będziecie mile wspominać ten dzień, bo my na pewno J

Pozdrawiamy i do zobaczenia na kolejnym dogtrekingu z cyklu: Człowiek i pies na porozumienia szlakach w… 6 września w Tychach, a potem kto wie…

PS.

11 maja - mie wiemy dlaczego, ale bolą nas wszystkie mięśnie, chociaż nie postawiliśmy nawet stopy na szlakach ;) – ale jest to ten pozytywny rodzaj zmęczenia.

Plakat

dogtrekking web

Mapy  

MAPA MINI BB na str               MAPA MID na str

Zdjęcia

Basia Adamczak

   DT BB 2                DT BB 1             DT BB 3

Media

Facebook

 

bielsko.biala.pl

 

 

Kategoria: